wtorek, 28 grudnia 2010

JUŻ- wersja skrócona,

Obiecałam dać wiedzieć i nie do końca obietnicy dotrzymałam...
Ale mam nadzieję, że wszyscy zrozumieją. Jakby co to mam zwolnienie od lekarza :)D


JEST!
Wprawdzie nie przyszedł w wielkich bólach, ale JEST.
23.12.2010 przyszedł na świat mój pierworodny.
3 700 g
52 cm
śliczny
kocha
cudo!!!
Tak się bałam bólów, porodu i na koniec skończyło się cesarką.
Ale jest.
Wczoraj wróciłyśmy do domu i dopiero teraz znalazłam chwilkę żeby zdać krótki wstępny raport.
Obiecuję więcej jak tylko znajdę więcej sił i czasu.
Będą szczegóły.
Jestem strasznie, straaaasznie, ale to straaaaaasznie szczęśliwa w roli matki.
PS, Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków. Buźka dla Was!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

JUTRO!

Byliśmy dziś na kontroli u lekarza. Facet w zastępstwie mojego teraźniejszego położnika (mój nie omieszkał wziąć wolne) jak tylko zmierzył mi ciśnienie i spojrzał na wyniki zeszłotygodniowych badań USG i CTG, od razu wypisał mi skierowanie na hospitalizację.
Tak więc jutro o 8,00 zaczynamy.
Jakoś się ucieszyłam kiedy usłyszałam, że to już jutro się zacznie.
Wiem, że będzie strach, ból i inne związane z tym "przyjemności", ale przynajmniej wiem, kiedy.
Bo takie czekanie na godzinę zero mnie wykańczało psychicznie. Nie wiesz jak, nie wiesz kiedy, nie wiesz tak naprawdę co.
Teraz po sprawdzeniu torby i dokumentów, po wydaniu ostatnich instrukcji Lubemu, co i jak kiedy mnie nie będzie odzyskałam choć część spokoju.
Teraz tylko do rana....
Jak się sprężymy to może na Wigilię będziemy w domu.
Postaram się dać wiedzieć co i jak.
Na razie proszę całą wirtualną rodzinkę mojego Potomka o trzymanie kciuków.
Papa :))))))

sobota, 18 grudnia 2010

niespieszno

Miał już być i go nie ma. Ni ma i nie widać co by mu się zachciało.
Przewrotny ten nasz syn. Początkowo stresował mnie i lekarzy, że zawita do nas wcześniej, teraz się spóźnia.
Sprawdza mnie.
A dokładniej moją cierpliwość.
Czuję się jak mała bezradna dziewczynka co czeka na Mikołaja. Tylko, że ten mój prezent trochę mniejszy i wciąż to on decyduje.
Byłam na USG i zważyli go tym dziwnym sprzętem. Ponoć waży 3,850g!
No cóż czeka mnie jeszcze kilka dni z moim kochanym "plecakiem" z przodu.
:)))
U nas za oknem tony śniegu, to się nie dziwię, że mu niespieszno... :)

środa, 15 grudnia 2010

szansa

- Miał prawie wszystko. To prawie mu przeszkadzało...
- Miała wszystko i to wszystko to było za wiele...
Dzwonią od rana jeden przez drugiego.

Ale że co?!!! - bo nie bardzo w temacie z rana byłam.
- Separacja!!!
- Rozwód!!!
Jak można rozwód brać, separację ogłaszać, jak się ślubu jeszcze wziąć nie zdążyło.
- Bo to tak oficjalnie, jakby kto pytał.
- Nie było i nie będzie... i już...

No dobra, niech Wam będzie.
- No wiesz... choć trochę współczucia...
- Ty pewnie też przeczuwałaś że tak będzie, stąd ten spokój.
Ja nic nie przeczuwam. Ot, ich sprawa. Jak mnie można oceniać związki innych.
Przecież to ich co w nich i między nimi...

Ciężka sprawa, taki rozłam w związku przyjaciół.
Bo nie chcesz stawać między ale nie chcesz i po jednej stronie.
Obiektywnie czy subiektywnie...
Doradzić czy dać spokój.
Jak i dla kogo być przyjacielem...

Miłość od pierwszego wejrzenia. Zaczarował jej świat. Pokazał jak można kochać. Przy nim zrozumiała, że można być szczęśliwym. Zostawiła męża, który i tak już ją dawno zostawił obok siebie.

To ona pokazała mu, że zasługuje na miłość. Że wszystkie groźby matki pijaczki, że nikt go nie pokocha to tylko groźby. Pokazała, że można go pokochać i że wcale nie musi mieć wianuszka kobiet, by poczuć się potrzebnym.

Różnili się wszystkim... Ona romantyczka, zasłuchana w Niemena
On, jak sam rad się nazywać realista, nienawidzący Niemena.

Ona rodzinna, kochająca wieś, spokój...
On samotnik, kochający tylko wielkie miasta.

Ona delikatna, dyplomatyczna, zawsze starała się nikogo nie urazić.
On mistrz ciętej riposty, zawsze mówiący szczerze co myśli... albo prawie zawsze...

Byli różni... ale obok siebie idealnie dobrani. Jak dwa puzzle.

Mają dwoje kochanych dzieci. Kochanych i długo wyczekiwanych.
Już się kilka razy rozstawali. Już nie chcieli, już im sił brakło, zarzekali się, w piersi bili.
Ale zawsze wracali.
Ona bo kocha ponad wszystko: ponad zdradę, pod inną...
On jak bumerang, zawsze wracał do niej... w jej ramiona, do jej miłości...

A obok zawsze stoją ich dzieci... i starają się zrozumieć.

Szlag mnie trafia, jak o nich myślę. Ludzie nie potrafią docenić tego co mają.
Szukają w partnerze ideału, księcia którego sobie wyśnili. Starają się przerobić, dorobić, tu wystukać, tam dostukać... A przecież nie o to chodzi. Nie za ideał się kochamy.

A oni marzą o innych. Ona o innym Onym, takim jakiego sobie wyśniła, nawet bez konia, ważne że z tym gestem, z tym słowem...
On marzy o innej niż Ona... o bardziej nie Onowiej, ale za tą jej Onowość przecież ją kocha.
Marzą obok siebie i czasem te ich marzenia bolą drugiego.
Bo to co ich łączy to niechęć do kompromisów.
Bo ma być tak a nie inaczej.
I ona zapisuje mu jego wad, wylicza błędy, a on z ambicji i przekory stara się by lista była długa.
Ona zamyka go w złotej klatce z której on stara się jeszcze bardziej uciec.
A mimo wszystko zawsze spoglądają w swoją stronę...

Ja kocham ich obu. Rozumiem i jedno i drugie. Rozumiem ich razem i osobno. Po trochu.
Nie radzę. Słucham. Czekam.
Choć nie wiem czy dla nich lepiej by byli razem czy by byli osobno. Więc poczekam, przeczekam i teraz...

Się czegoś przecież doczekam...


(chyba z 2007 roku, ale nie pamiętam... wiem że chyba o nich)
"Szansa"
Ile można wymagać od miłości?
Ile można gonić marzenie idealne tak bardzo że aż nierealne?
Kochać to czego kochać się nie chce?
I chcieć kochać tak jak się kochać nie potrafi?
Tak nie można...
Bo ile można marzyć?
Udawać że się żyję i marzyć o życiu obok w wymarzonej miłości?
Można za to spaść z wysoka...
z chmury która zasłania mi prawdziwą miłość
I zgubić słońce - Ciebie
Samotnie licząc siniaki...



Dziś cały dzień we mnie to gra:

wtorek, 14 grudnia 2010

zwalniając

Nigdy nie lubiłam czekać i nie polubię.
Najgorsze jest to, że nic odnośnie mojego czekania zrobić nie mogę.
Termin jak byk wpisany wszędzie do ciążowych dokumentów: 17 Grudnia!!!
Wiec czekam i szlag mnie trafia pomału.
Bo jedyne o czym myśleć mogę to to co to będzie, jak to będzie i do cholery KIEDY będzie!!!
Wyczytałam dziś dodatkowo, że dnia wyżej wymienionego jest święto. A jak!!! Dodatkowo dość istotne dla samego porodu, bowiem dzień bez przekleństw. Czyli nawet poprzeklinać sobie nie będę mogła.
Zaczynam popadać w jakąś paranoje.
Staram się znaleźć jakieś zajęcie dla siebie, bo inaczej będę tylko przeglądać portale dla ciężarnych, młodych mam, rodziców i o dzieciach...
I wyobrażać sobie jak to się zacznie...Czy najpierw woda, czy najpierw ból?..
Czy będę panikować, czy może skakać do góry z radości że JUŻ?
Dziś staram się wyluzować. Zrobiłam sobie kawę INKĘ i zamierzam się relaksować nie myśleć przez chwilę o Małym. Tylko o czym mam myśleć?
Może sobie politykę jakąś zapodam...
Nie chcę mi się planować świąt. Jakoś nigdy za nimi nie przepadałam i nie przepadam. Szczególnie za tym marketingiem w okół nich i paranoją jaka nas ludzi ogarnia w czasie przygotowań. Nie kręci mnie ten cały świąteczny wir.
Wprawdzie to pierwsze święta u nas (czytać w naszym domu, nie u rodziców), ale jakoś jeszcze nas nie rusza cały ten szał...
Może zacznie...
Nie wiem...
Zobaczym...
A propos: można mieć żywą choinkę przy małym dziecku?
K.... znowu zaczynam... :P