Więc wróciliśmy do Polski. Na jak długo? Jeszcze nie wiemy. Może na zawsze. Może na jakiś czas.
Odpoczywamy.
Dni przelatują mi przez palce.
Już ponad miesiąc jak nie pracujemy. Zwyczajnie, siedzę w domu.
Można znaleźć plusy ale i minusy.
Z jednej strony pierwszy raz udało nam się z Lubym w pełni cieszyć naszym Potomnym. W końcu jesteśmy razem 24 hod/dobę. Delektujemy się macierzyństwem i ojcostwem pełną gębom. I nie narzekam. Akurat to ma same plusy. I dla nas i dla Młodego.
Z drugiej strony nie jesteśmy przyzwyczajeni do bezczynności.
Pierwszy raz odkąd skończyłam naukę, albo "naukę", nie pracuję. Bo ja zawsze byłam w ruchu, aktywna "zawodowo". Nawet w liceum sobie dorabiałam. Nawet jak się Młody urodził to go zabierałam ze sobą do pracy.
A teraz siedzę w domu i staram się odkryć co znaczy być "typową" mamą i prawie żoną.
Z nudów polubiłam nawet sprzątanie. Do tego stopnia, że obsesyjnie chodzę odkurzam, wycieram, ścieram, szoruję, przekładam.
Ostatnio to się nawet za pieczenie ciast zaczęłam zabierać. No tak. Bo ja gotować zawsze lubiłam, ale piec ciasta, placki czy jakieś babeczki to już nie bardzo. I muszę się pochwalić, że całkiem, całkiem mi to idzie.
Okazało się za to, że życie towarzyskie pt. dom pełen gości to jednak tylko w trakcie naszych okazjonalnych wizyt w Polsce był. Żyłam w przekonaniu, że u moich teściów to się drzwi nie zamykają. Bo tak właśnie to wyglądało jak tylko my się w nich pojawialiśmy. Zaraz za nami wkraczały wszystkie ciocie, wujkowie i kuzyni mojego Lubego. Niby tak przypadkiem. Tak też było i teraz. Ale tylko przez pierwsze parę dni. Chyba już im zbrzydliśmy i nie wzbudzamy zainteresowania. Przecież mają nas "pod ręką".
Z jednej strony to dobrze bo spokoju trochę. Z drugiej - nuda.
Bo nie wiem czy wspomniałam, ale ja teraz na wsi mieszkam. Tak właśnie. Na wsi, pełną gębą.
Bo wieś ma jakieś 150 numerów. I czasem mi się wydaje, że wliczone są w nie także budynki gospodarcze.
Mamy tu jeden sklep. W którym i tak nie ma większości produktów. Do miasta jakieś 20km. No i jeszcze zima. Czyli wszędzie śnieg. Dużo śniegu.
Najzabawniejsze jest to, że ja typowo miastowa jestem. Dla mnie brak cywilizacji to męczarnia.
Nie żebym biegała maniakalnie po galeriach, kinach, teatrach, centrach handlowych... Ale sama świadomość posiadania tego dosłownie lub w przenośni za rogiem zawsze mi wystarczała.
A teraz zakup tamponów okazuje się poważną wyprawą "do miasta".
No nic. Staram się jakoś sobie radzić. Przywyknąć. Może jak przyjdzie wiosna będzie ciekawiej.
środa, 20 lutego 2013
sobota, 19 stycznia 2013
w gronie przedszkolaków
Gdzieś kiedyś zasłyszałam, że dzieci są jak pierdnięcie, toleruje się tylko swoje. Coś w tym o dziwo jest.
Przeżyłam dziś dzień w gronie kilku dorosłych i pięciorga dzieci w przedziale wiekowym 2-7. Czuję się starsza fizycznie o jakieś 10-15 lat i dziwnie zmęczona psychicznie, jakbym się cofnęła intelektualnie o jakieś 5-10-15.
Kiedy między piskami, krzykami, biegami, skakaniem, wrzeszczeniem, skomleniem, sikaniem, jęczeniem i innymi podbudowującymi czynnościami moich młodszych kompanów popołudnia, miałam krótkotrwałą możliwość pozbierania myśli, zaczęłam szczerze współczuć rodzicom posiadającym ilość dzieci przekraczającą sztuk 3.
Bo dajmy na to, że ma się 4.
Albo jeszcze więcej, np 5. To nie dość, że się posiada mały Meksyk w domu to jeszcze brak większych kontaktów z innymi jednostkami.
No bo kto zaprosi cię w gości z takim małym przedszkolem? I pomijam oczywiście kwestie transportu.
Cóż... pełen wrażeń dzień już za mną. Pora odpocząć. :)
Przeżyłam dziś dzień w gronie kilku dorosłych i pięciorga dzieci w przedziale wiekowym 2-7. Czuję się starsza fizycznie o jakieś 10-15 lat i dziwnie zmęczona psychicznie, jakbym się cofnęła intelektualnie o jakieś 5-10-15.
Kiedy między piskami, krzykami, biegami, skakaniem, wrzeszczeniem, skomleniem, sikaniem, jęczeniem i innymi podbudowującymi czynnościami moich młodszych kompanów popołudnia, miałam krótkotrwałą możliwość pozbierania myśli, zaczęłam szczerze współczuć rodzicom posiadającym ilość dzieci przekraczającą sztuk 3.
Bo dajmy na to, że ma się 4.
Albo jeszcze więcej, np 5. To nie dość, że się posiada mały Meksyk w domu to jeszcze brak większych kontaktów z innymi jednostkami.
No bo kto zaprosi cię w gości z takim małym przedszkolem? I pomijam oczywiście kwestie transportu.
Cóż... pełen wrażeń dzień już za mną. Pora odpocząć. :)
wtorek, 15 stycznia 2013
z nowym rokiem
Nowy Rok przyniósł powiew nadziei.
Postanowiliśmy coś zrobić z naszym życiem. Z tym wszystkim co powstało nie tylko między nami ale i obok nas w ciągu ostatniego roku.
Ponoć najgorsza jest stagnacja, nie robienie niczego, godzenie się z nieodpowiadającą nam rzeczywistością. Dlatego postanowiliśmy zawalczyć po raz ostatni.
W pracy wieliśmy wolne do odwołania. Miesiąc, może dwa-trzy. Od pracy też postanowiliśmy odpocząć. Od "tej" pracy, żeby nie było :) Bo to co kochaliśmy też przestało nas bawić i dawać satysfakcje a co za tym idzie i efekty pieniężne. Może jak za tym zatęsknimy to znowu zacznie nam to sprawiać radość.
Wróciliśmy do Polski.
Próbujemy żyć życiem normalnych ludzi. Próbujemy stworzyć normalną rodzinę.
Efekty?
Zaczynamy się jakoś dogadywać.
Ja zaczynam wychodzić z mojego doła.
Ostatnio zaczęłam się nawet uśmiechać.
Pozytywne zaskoczenie - mieszkanie z teściami pod jednym dachem nie jest wcale takie złe. Nawet nieźle nam to wychodzi. Zobaczymy jak będzie.
Smutne zaskoczenie - z rodziną Lubego jest mi lepiej niż z rodziną z mojej strony. No cóż, czasem już tak bywa.
Trzymajcie za nas kciuki.
Po raz pierwszy od dawna zaczynam wierzyć, że może się nam jeszcze udać.
Postanowiliśmy coś zrobić z naszym życiem. Z tym wszystkim co powstało nie tylko między nami ale i obok nas w ciągu ostatniego roku.
Ponoć najgorsza jest stagnacja, nie robienie niczego, godzenie się z nieodpowiadającą nam rzeczywistością. Dlatego postanowiliśmy zawalczyć po raz ostatni.
W pracy wieliśmy wolne do odwołania. Miesiąc, może dwa-trzy. Od pracy też postanowiliśmy odpocząć. Od "tej" pracy, żeby nie było :) Bo to co kochaliśmy też przestało nas bawić i dawać satysfakcje a co za tym idzie i efekty pieniężne. Może jak za tym zatęsknimy to znowu zacznie nam to sprawiać radość.
Wróciliśmy do Polski.
Próbujemy żyć życiem normalnych ludzi. Próbujemy stworzyć normalną rodzinę.
Efekty?
Zaczynamy się jakoś dogadywać.
Ja zaczynam wychodzić z mojego doła.
Ostatnio zaczęłam się nawet uśmiechać.
Pozytywne zaskoczenie - mieszkanie z teściami pod jednym dachem nie jest wcale takie złe. Nawet nieźle nam to wychodzi. Zobaczymy jak będzie.
Smutne zaskoczenie - z rodziną Lubego jest mi lepiej niż z rodziną z mojej strony. No cóż, czasem już tak bywa.
Trzymajcie za nas kciuki.
Po raz pierwszy od dawna zaczynam wierzyć, że może się nam jeszcze udać.
sobota, 22 grudnia 2012
życzenia
Jutro Święta.
Tak jutro.
Dla mnie święta od dwóch lat zaczynają się o jeden dzień wcześniej.
Jutro wielkie święto. Drugie rodziny mojego syna.
To zadziwiające jak czas szybko leci.
Jeszcze pamiętam jak dwa lata temu nie mogłam się doczekać jego narodzin.
To były najszczęśliwsze (mimo wszystko) dwa lata.
Nauczyłam się że można kochać ponad wszystko, za wszystko i za nic.
A poźniej już tylko świeta.
Ponoć najszczersze życzenia to te które życzylibyśmy sami sobie, więc...
Życzę Sobie aby te święta dały mi Spokój. Spokój który tak bardzo jest nam teraz potrzebny. Aby dały nam Ciepło które jest w te dni najważniejsze a które znikło z naszej rodziny w ostatnich tygodniach. I abyśmy znów poczuli magię świąt, tę cudowną moc tych trzech dni którą daje jedynie fakt że jest się w gronie kochających osób.
Bo ja pierwszy raz uwierzyłam w święta dzięki niemu.
Więc dziś życzę sobie by te święta pozwoliły nam odnaleźć Nas.
Tak jutro.
Dla mnie święta od dwóch lat zaczynają się o jeden dzień wcześniej.
Jutro wielkie święto. Drugie rodziny mojego syna.
To zadziwiające jak czas szybko leci.
Jeszcze pamiętam jak dwa lata temu nie mogłam się doczekać jego narodzin.
To były najszczęśliwsze (mimo wszystko) dwa lata.
Nauczyłam się że można kochać ponad wszystko, za wszystko i za nic.
A poźniej już tylko świeta.
Ponoć najszczersze życzenia to te które życzylibyśmy sami sobie, więc...
Życzę Sobie aby te święta dały mi Spokój. Spokój który tak bardzo jest nam teraz potrzebny. Aby dały nam Ciepło które jest w te dni najważniejsze a które znikło z naszej rodziny w ostatnich tygodniach. I abyśmy znów poczuli magię świąt, tę cudowną moc tych trzech dni którą daje jedynie fakt że jest się w gronie kochających osób.
Bo ja pierwszy raz uwierzyłam w święta dzięki niemu.
Więc dziś życzę sobie by te święta pozwoliły nam odnaleźć Nas.
piątek, 21 grudnia 2012
wybaczanie, zapomnienie i to co najważniejsze MOJA MIŁOŚĆ
Czy będę potrafiła kiedyś zapomnieć?
Dziś wydaje mi się że będę potrafiła wybaczyć. Potrzebuję tylko czasu.
Ale nie wiem czy będę potrafiła zapomnieć.
Walczę o siebie, bo czuję że bez niego nie jestem już sobą.
Jestem chora. Uzależniona... Ale dziś wydaje mi się, że bez niego nie potrafię żyć.
Ale z "tym" między nami też mi ciężko.
Są chwile kiedy jest dobrze, jak kiedyś... Ale za chwilę "to" powraca.
Chciałabym to wszystko naprawić także dla Potomnego. Chciałabym mu dać to czego ja nigdy nie miałam. Pełną, szczęśliwą rodzinę.
Ale nie wiem co zrobić żeby zapomnieć.
Za dwa dni najważniejszy dla mnie dzień w roku.
To już dwa lata. Dwa najważniejsze, najpiękniejsze, najszczęśliwsze i trochę ciężkie lata.
Jestem wdzięczna Życiu, Bogu i Losowi za mojego Syna.
Nikt mnie nie kochał tak jak on, nikogo ja nie kocham jak jego i nigdy nikt nie dał mi tyle szczęścia co on.
Nie wiem jak można pomieścić tyle miłości.
KOCHAM CIĘ MÓJ SKARBIE!!! JAK NIKOGO NIKT NIGDY!!!
Dziś wydaje mi się że będę potrafiła wybaczyć. Potrzebuję tylko czasu.
Ale nie wiem czy będę potrafiła zapomnieć.
Walczę o siebie, bo czuję że bez niego nie jestem już sobą.
Jestem chora. Uzależniona... Ale dziś wydaje mi się, że bez niego nie potrafię żyć.
Ale z "tym" między nami też mi ciężko.
Są chwile kiedy jest dobrze, jak kiedyś... Ale za chwilę "to" powraca.
Chciałabym to wszystko naprawić także dla Potomnego. Chciałabym mu dać to czego ja nigdy nie miałam. Pełną, szczęśliwą rodzinę.
Ale nie wiem co zrobić żeby zapomnieć.
Za dwa dni najważniejszy dla mnie dzień w roku.
To już dwa lata. Dwa najważniejsze, najpiękniejsze, najszczęśliwsze i trochę ciężkie lata.
Jestem wdzięczna Życiu, Bogu i Losowi za mojego Syna.
Nikt mnie nie kochał tak jak on, nikogo ja nie kocham jak jego i nigdy nikt nie dał mi tyle szczęścia co on.
Nie wiem jak można pomieścić tyle miłości.
KOCHAM CIĘ MÓJ SKARBIE!!! JAK NIKOGO NIKT NIGDY!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)