poniedziałek, 8 marca 2010

szlag ją trafi

Dziś już 8. A ja czuję jakby wczoraj jeszcze był 1. Czas z szybkością Teżewu przeleciał mi przez palce.
A pracowity ten tydzień miałam. Pomijam fakt, do paru tygodni grzebię w fakturach za zeszły rok i szlag mnie już tyle razy trafił, że odnoszę wrażenie że ja chyba niezniszczalna jestem i że instynkty mordercze w sobie mam, ale sprawnie umiem je poskromić.
Bo jak to K...A jest możliwe że ja mam inne faktury, moja księgowa ma inne i firma (a dokładniej księgowy tejże firmy) od której mam towar fakturowany inne? Ufo!!!

Ale żeby było przyjemniej to jeszcze towar mi dojechał przez firmę (ponoć międzynarodową z długoletnią tradycją) przewozową. Mało że czekałam na jegomośćia kierowcę przeszło 6 godzin bo źle przeczytał adres na papierze to jeszcze okazało się że paleta rozpakowana była. A jak rozpakowana to znaczy że coś nie tak.
Na pytanie dlaczego rozerwana od spodu stwierdził, że musiała przy wkładaniu na auto przeważyć bo to nie możliwe żeby coś się stało.
Cwaniak z jakiś nóż chwycił i dawaj do rozcinania. I jeszcze raczył w oczy się użalać, że on to by wcale nie musiał mi przy rozpakowaniu pomagać, bo on to w umowie ma tylko żeby dostarczyć.
Ale na szczęście czasem moje przebłyski podejrzliwości ratują mnie z kłopotów niemałych. Chociaż to może jakieś feministyczne pociągi. Stwierdziłam bowiem, że ja sobie z sekretarką sama rozpakuję i sama do biura zniosę to 400 kilo. Łaski bzzzyyy!!!
Się więc wdrapałam na pakę i dawaj z nożem do paletowej foli i nagle szlag mnie znowu trafił. Cała folia z tyłu rozerwana. Pytam co to?!!
On że nie wie ale pewnie przy ładowaniu się rozerwała. Ok. Mogłabym uwierzyć, tylko że ja z natury nikomu nie ufam.
Podwijam folię a tam kartony porozrywane! Ktoś mi K...A zawinął 10 sztuk towaru a jeszcze z 20 doszczętnie zniszczył! Z opisu sekretarki po twarzy przeszła mi tęcza kolorów. Ze złości. Myślałam że zabije!!!
Ale grzecznie odłożyłam nóż. Popatrzyłam z nienawiścią na kierowcę ciężarówki i powiedziałam że mam go w dupie. Ale że po polsku nie zrozumiał (sekretarka owszem) to spojrzał na mnie głupi tylko. Zeskoczyłam z paki (jak na szpile 12cm całkiem zgrabnie) i pognałam do biura rzucając tylko sekretarce że ma zdjęcia palety porobić i NIC NIE PODPISYWAĆ, NIE BRAĆ.
Po dotarciu di gabinetu wzięłam dwa głębokie wdechy, potem jeszcze jeden i wykręciłam numer do centrali firmy przewozowej. Przedstawiłam się grzecznie i wytłumaczyłam spokojnie cedząc przez zęby, że mi ktoś K...A podpierdo..ł towar z dostawy. Na co sympatyczna dziewczyna po drugiej stronie druta stwierdziła, że to niemożliwe i pewnie zaszła pomyłka.
Jak niemożliwe jak na oczy własne, zdrowe w dodatku widziałam. Ona znowu w zaparte że to pewnie nieporozumienie.
Ja tolerancyjna jestem, czasem nawet za bardzo ale nienawidzę kradzieży i kłamstwa. Nie chcąc krzyczeć na dziewczę młode poprosiłam o połączenie z kierownikiem. Przecież ona na tym telecentrum nie odpowiada za błędy tych na górze albo w magazynie.
Powtórzyłam moje spokojne k...a wywody o kradzieży i zniszczeniach, ale facet z kierownictwa też: że to nie możliwe. To mnie szlag drugi raz trafił. Jak niemożliwe K...A! Możliwe!!! A jak nie to niemożliwe jest że dostawę przyjmę. Proszę Zabrać Sobie I W D...ę  Wsadzić. Standardowy system PZSIWDS.
A on spokojnie że to niemożliwe. Powinni nazwę zmienić na to Niemożliwe. Choć raz reklama by nie kłamała.
To ja z szefem proszę.
Ale szefa nie ma.
A gdzie jest?
Na obiedzie.
To jak się już naje proszę mu powiedzieć że zadzwoni mój adwokat, pan G..... i wytłumaczy mu o co mi chodziło a z czym nie dali sobie rady jego pracownicy. Do widzenia!!!! 
Się rozłączyłam i oddałam słuchawkę sekretarce żeby przypadkiem nie rzucać nią po ścianach. Słuchawką się rozumie.
Dwie minuty później, kiedy ćwiczyłam oddech: wdech, wydech, wdech; zadzwonił sympciak sprzed chwili. Że on sprawdził i się dowiedział, że oni to wiedzieli o wszystkim i żebym się nie martwiła i napisała tylko na WZ-etce co i ile się zgubiło, a kierowca to podpisze, a oni już resztę załatwią.
Wystarczyło postraszyć adwokatem a  niemożliwe stało się możliwe. 

Zawsze staram się być miła. Zrozumieć każdego. Ale czasem brak mi nerwów.
Chociaż może tylko mnie wydaje się że mnie chcieli w jajo z przeproszeniem zrobić.
Tylko że to ponoć kwestia względna... :(

 PeeS. Wiem, że cały czas jestem winna nominacje. Wiem i pamiętam. Jak znajdę chwilę to zaraz wskażę wirtualnym palcem... 

1 komentarz:

  1. Dobrze zrobilas, tez nie lubie takich cwaniaczkow.

    OdpowiedzUsuń